STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Życie ze Swamim każdego dnia


Ze szczerą wdzięcznością całą swoją siłę, determinację i zdolność do służby przypisuję łasce Swamiego. On ukształtował każdy aspekt mojego życia często w taki sposób, którego wtedy nie dostrzegałem. Patrząc wstecz, widzę teraz jego przewodnią rękę, która prowadziła mnie delikatnie i cierpliwie ścieżką, jaką on wybrał dla mnie.

Wszystko zawdzięczam Swamiemu. Modlę się, aby jego wieczna obecność nadal oświetlała moją ścieżkę i uczyniła mnie godnym narzędziem jego miłości i służby.

Służba zaprasza Sai do mojego życia

W roku 1978 pracowałem jako geodeta na Fidżi. Przewodniczący miejscowej organizacji Sathya Sai, pan Desai, zwrócił się do mnie z prośbą. W ramach projektu służebnego Międzynarodowa Organizacja Sathya Sai na Fidżi chciała zbudować dom i potrzebowała pomiaru topograficznego działki. Pan Desai zapytał mnie, czy mógłbym bezpłatnie świadczyć usługi geodezyjne. Chętnie się zgodziłem.

W weekend pojechaliśmy na działkę, a w czasie naszej wizyty zaczęła się ulewa! Jednak zdołaliśmy zakończyć pomiary pomimo trudnych warunków pogodowych. Później w liście od pana Desai otrzymałem serdeczne podziękowanie za pomoc w budowie obiektu o nazwie "Sai Mandir". Pan Desai podziękował mi za wykonanie pracy bez wahania i modlił się, aby Bhagawan mnie pobłogosławił i pozwolił mi żyć zawsze w swej boskiej obecności. W liście znajdowało się także zdjęcie człowieka z fryzurą afro ubranego w pomarańczową szatę.

Po raz pierwszy usłyszałem imię Swamiego i zobaczyłem jego zdjęcie. Nie wiedziałem, kto to jest. W tamtych czasach nie było Internetu, dzięki któremu można by szybko coś znaleźć i dowiedzieć się więcej. Przez chwilę patrzyłem na zdjęcie, a później schowałem je razem z listem.

Tak Swami wszedł do mojego życia przez prosty akt bezinteresownej służby. Na długo przed tym, zanim rozpoznałem jego obecność, on rozpoznał mnie. Nie miałem pojęcia, że słowa napisane w tym liście były prorocze i że staną się rzeczywistością!

Przyciągnięty do owczarni Sai

Kilka lat później odwiedziłem dom przyjaciela i zobaczyłem duże zdjęcie Swamiego. Gdy je zauważyłem, przypomniałem sobie o zdjęciu, które schowałem, ale na tym się skończyło. Nie przywiązywałem do tego żadnego większego znaczenia. Z perspektywy czasu widzę, jak cierpliwie Swami się mi przedstawiał.

Następnie przeprowadziliśmy się do Hamilton w Nowej Zelandii i tam osiedliśmy. Pan Suresz zaprosił nas do udziału w bhadżanach od drzwi do drzwi, które organizował. Poszliśmy na bhadżany, ale wkrótce straciłem zainteresowanie. Gdy ta grupa zaczęła organizować spotkania modlitewne w szkole Forest Lake, moja żona, Kanta, regularnie brała w nich udział. Ja ograniczyłem się do jej podwożenia i odbierania.

Po kilku miesiącach postanowiłem, że zamiast jeździć tam i z powrotem, zostanę i obejrzę program. Siedziałem cicho z tyłu sali. Po kilku spotkaniach byłem pod wrażeniem panującej atmosfery otwartości. Bhadżany śpiewano w języku angielskim i w innych językach indyjskich. Uczestniczyli w nich ludzie z różnych środowisk kulturowych. Ktoś akompaniował na gitarze, śpiewając, czego nie wyobrażałem sobie w muzyce religijnej.

Wkrótce znalazłem się z przodu sali, a niedługo potem zaproszono mnie do udziału w bhadżanach, a nawet do prowadzenia bhadżanu! Z obserwatora stałem się uczestnikiem! Wreszcie poczułem inspirację, aby dołączyć do tych działań, a nawet wziąć na siebie pewne obowiązki.

W organizacji Sai służba jest inna

W tamtym czasie byłem również zaangażowany w działania innej organizacji służebnej. Gdy należałem do tych grup, brałem udział w takich akcjach jak "Meals on Wheels" ("Posiłki na kółkach"). Jednak zacząłem dostrzegać, że w działaniach organizacji Sathya Sai kryje się coś głębszego. Tutaj nie ograniczaliśmy się tylko do rozdawania posiłków i odejścia. Rozmawialiśmy z obdarowanymi, słuchaliśmy ich i nawiązywaliśmy z nimi osobisty kontakt.

Niektórzy z tych ludzi byli starsi lub samotni. Rozmowa i osobisty kontakt były równie ważne jak sam posiłek, jeśli nie ważniejsze! Zacząłem rozumieć i uświadamiać sobie, że dla Sai służba nie jest jedynie działalnością dobroczynną. To dyscyplina duchowa zmierzająca do ostatecznego celu, jakim jest urzeczywistnienie boskości we wszystkich. Bardzo zainspirowała mnie nauka Swamiego: "Służba człowiekowi jest służbą Bogu". Coraz częściej angażowałem się w służbę w organizacji Sai, gdzie czułem, że ma ona najczystszą formę. Opuściłem inne organizacje i skoncentrowałem się tylko na Organizacji Sathya Sai.

Każde działanie w organizacji jest dla naszego dobra

Później poproszono mnie o przygotowywanie miesięcznego biuletynu dla ośrodka Sai. Zgodziłem się, ale szybko zrozumiałem, że stworzenie wartościowego biuletynu wymaga treści duchowych.

Zacząłem kupować książki, czytać nauki Swamiego i wybierać fragmenty, którymi mogłem dzielić się z wielbicielami. Przygotowując materiały dla innych, sam się kształciłem. Tak biuletyn stał się formą indywidualnej sadhany. Swami znalazł praktyczny sposób, aby skłonić mnie do czytania, refleksji nad treścią i przekazywania jego przesłania.

To nauczyło mnie, że kiedy Swami powierza nam zadania, zawsze ma to na celu nasz duchowy wzrost i transformację. Możemy wierzyć, że pomagamy ośrodkowi Sai lub innym ludziom, ale Swami wykorzystuje tę odpowiedzialność przede wszystkim do tego, by nas uczyć i dyscyplinować.

Pierwotny biuletyn ostatecznie przekształcił się w kwartalne biuletyny elektroniczne z naukami, nowinami z życia organizacji i informacjami o działaniach służebnych.

Przywództwo i odpowiedzialność

Moja pierwsza wizyta w Prasanthi Nilayam w 1998 roku była niezapomniana. Widzenia i fizycznego doświadczania obecności Swamiego nie da się opisać. Gdy spojrzenie Swamiego spotkało się z moim, ogarnęło mnie nieopisane uczucie. W aszramie przebywało tysiące ludzi, ale gdy Swami spojrzał w moją stronę, czułem, jakby patrzył prosto w moje serce i jakby przyszedł tylko do mnie. Teraz jeszcze bardziej pragnąłem mu służyć i poświęcać się jego pracy. Jego praca stała się teraz moją pracą.

W odpowiedzi na moją decyzję Swami zaprosił mnie do podjęcia dodatkowych obowiązków w organizacji - służby w roli przewodniczącego ośrodka, koordynatora regionu, krajowego dokumentalisty wydarzeń, organizatora warsztatów i koordynatora ds. mediów. Chociaż nigdy nie chciałem być liderem, te role same do mnie przychodziły.

Na podstawie własnego doświadczenia traktowałem wszystkie te obowiązki jako sposób, w jaki Swami pomagał mi wzrastać. W końcu organizacja należy do Swamiego, praca należy do Swamiego i rezultaty należą do Swamiego. Jesteśmy tylko narzędziem. Pojawiły się wyzwania, nieporozumienia i sporadyczne walki o funkcje. Doświadczenia te nauczyły mnie, że im wyższa funkcja, tym większa powinna być moja pokora, ukazująca miłość i wyrozumiałość Swamiego.

Chór Sai z Nowej Zelandii

Koncert chóru Sai z Nowej Zelandii, który odbył się 7 stycznia 2009 roku, był kolejnym cennym doświadczeniem. Swami obdarzył nas szczególnym błogosławieństwem - pozwolił nam usiąść obok siebie na podwyższeniu w Prasanthi Nilayam! Ta sytuacja przekonała mnie, że sadhana zawsze zbliża nas do Pana i powoduje, że staje się On nam coraz droższy, ponieważ chór ten składał się z wielbicieli, którzy byli tak zmotywowani i zaangażowani, aby uczestniczyć we wszystkich próbach, a także zobowiązali się przestrzegać dziewięciopunktowego duchowego kodeksu postępowania w ramach programu sadhany.

Gdy Swami przyjechał tego dnia, zauważył, że w grupie z Nowej Zelandii znajdowało się tak wiele kobiet, że trzeba było je podzielić na dwie grupy, z których jedna siedziała pod podwyższeniem na granitowej podłodze z powodu ograniczonej przestrzeni. Swami od razu zszedł na dół i pobłogosławił siedzące niżej kobiety, aby nie czuły się pominięte, dotykając ich serc swoją miłością i współczuciem.

Takie błogosławieństwa nie powinny stać się wyłącznie cennym wspomnieniem. Wiążą się one z odpowiedzialnością. Błogosławieństwo otrzymane od Swamiego powinno nas inspirować do większej służby, większej miłości i większej pokory.

Radio Sai i służba w technologii cyfrowej

W roku 2004 rozpoczęliśmy produkcję programu "Wiadomości Radia Sai" w Nowej Zelandii. Na początku realizowaliśmy nagrania w studiu. W miarę rozwoju technologii większość produkcji mogliśmy realizować z domu. To, co zaczęło się jako skromna inicjatywa, przerodziło się w ponad 1000 odcinków, w których dzieliliśmy się przesłaniami duchowymi, wiadomościami z organizacji i działaniami służebnymi. Na różnych platformach społecznościowych opublikowaliśmy setki filmów z wykładami, rozmowami, bhadżanami, uroczystościami i programami służebnymi.

W późniejszych latach, gdy wybuchła pandemia COVID-19, bhadżany w Internecie i programy wideo pomogły wielbicielom pozostać w kontakcie. Nauczyliśmy się wielu nowych technik i chociaż rezultaty nie zawsze były doskonałe, to wysiłki były szczere. Swami nie prosi nas, abyśmy czekali, aż wszystko będzie doskonałe. Swami prosi nas, abyśmy zaczęli od szczerości i dawali z siebie wszystko.

Transformacja zaczyna się w domu

Swami wielokrotnie podkreślał, że transformacja duchowa powinna zaczynać się w rodzinie. Łatwo jest sprawiać wrażenie człowieka cierpliwego i pełnego miłości w czasie jakiegoś wydarzenia. Prawdziwym sprawdzianem jest to, jak zachowujemy się w domu! Dzięki obfitej łasce i błogosławieństwom Swamiego moja rodzina stopniowo zaangażowała się w działania Sai. Moja córka, a później także moje wnuki, nawiązały kontakt ze Swamim i z jego organizacją.

Patrząc wstecz, widzę drogę, która zaczęła się od pomiarów geodezyjnych. Służba świadczona w ulewnym deszczu dzisiaj rozrosła się tak, że całą moją rodzinę otula miłość i łaska Swamiego!

Niczego nie planowałem. Swami zaaranżował to wszystko! On znał tę ścieżkę, zanim ja poznałem cel. Dla mnie Swami nie jest tylko wspomnieniem z przeszłości. Swami jest Odwiecznym Przyjacielem mojej teraźniejszości i Boskim Przewodnikiem mojej przyszłości. Żyć ze Swamim oznacza pozwolić na to, by jego miłość stała się naszą miłością, jego praca stała się naszą pracą, a jego przesłanie stało się naszym życiem.

Gulab Bilimoria z Nowej Zelandii

* * * * *

Gulab Bilimoria pochodzi z Nowej Zelandii i po raz pierwszy przyszedł do ośrodka Sathya Sai w Hamilton w 1994 roku. Po raz pierwszy odwiedził Prasanthi Nilayam w 1998 roku. Pełnił różne funkcje w MOSS. Był przewodniczącym ośrodka, koordynatorem regionu, krajowym dokumentalistą wydarzeń, organizatorem warsztatów i koordynatorem ds. mediów. W maju 2004 roku założył Radio Sai w Nowej Zelandii. Od wielu lat zajmuje się publikowaniem filmów i biuletynów elektronicznych dla MOSS w Nowej Zelandii. Gulab Bilimoria pracował jako geodeta. Obecnie prowadzi firmę projektową i konsultacyjną.

(dk)

Źródło: Sathya Sai - The Eternal Companion, vol. 5, issue 9, September 2026
www.sathyasai.org/sites/default/files/pages/eternal-companion/vol-5/issue-9/eternal-companion-vol-5-issue-09.pdf
13.09.2026

**Pobierz tekst do druku





Copyright © 2001-2026 Stowarzyszenie Sathya Sai