STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Jakże jestem szczęśliwa!


Ostatnio miałam przyjemność odwiedzić kilka regionów w Brazylii i tam służyć na tak zwanych "zagłębieniach", czyli częstych spotkaniach, które zorganizowała Krajowa Rada Centralna MOSS w Brazylii, aby wzmacniać ośrodki Sai w kraju i budować bliższe relacje z ich członkami i społecznościami. Podróże te miały piękną nazwę: "Caminho do Coraçao - Ścieżka Serca". I dokładnie tym stały się dla mnie: ścieżką słuchania, poddania i zaufania.

Przez długi czas słyszałam, jak Swami mówi: "Serce to jednoosobowa sofa" i "wykonuj moją pracę, a ja będę wykonywał twoją pracę". Szczerze mówiąc, nigdy do końca nie rozumiałam tych słów. Mój racjonalny umysł zawsze się sprzeciwiał: Jak? Mam rachunki do zapłacenia, obowiązki w domu i w pracy oraz inne zobowiązania. Jak mogę tak po prostu poświęcić się działaniom w organizacji?

W moim życiu istnieje bardzo konkretna rzeczywistość. Jestem przedsiębiorcą. Każdy, kto założył firmę, wie, że na początku przewidywalność jest mała. Są dobre i trudne miesiące, krytyczne decyzje, klienci, rezultaty i duże zobowiązania finansowe. Przedsiębiorczość wymaga obecności, energii i zaufania. Dlatego w mojej głowie ciągle pojawiało się pytanie: Jak mogę podróżować i służyć innym, skoro dopiero rozpoczęłam swoją działalność?

Jednak powoli zrozumiałam, że problemem nie była praca. Problemem było moje przekonanie, że moja praca jest oddzielona od Boga. Swami nie prosi nas, abyśmy porzucili swoje obowiązki. Swami uczy nas, jak sprawić, aby obowiązki stały się boskie. Przedsiębiorczość również może stać się służbą, gdy wykonuje się ją z miłością, doskonałością i czystą intencją. Każdy klient obsługiwany z szacunkiem, każdy projekt realizowany z dbałością i każda decyzja podjęta świadomie mogą stać się formą sadhany.

Gdy stawiam Boga w centrum, nawet moja działalność nabiera nowego znaczenia. Pieniądze przestają być źródłem niepokoju, a stają się narzędziem. Czas przestaje być przepełnionym kalendarzem, a staje się ofiarą u jego lotosowych stóp. Talent przestaje być indywidualną umiejętnością lub kwestią ego, a staje się narzędziem do sensownej służby światu.

Wtedy słowa Swamiego ożyły i rozbrzmiewały we mnie: "Wykonuj moją pracę, a ja będę wykonywał twoją pracę". Kiedyś myślałam, że muszę wybierać między dbaniem o swoje życie osobiste a służbą Bogu. Teraz zaczynam rozumieć, że kiedy szczerze służę Swamiemu, wtedy on kieruje tym, nad czym nie mam kontroli - a dokładniej tym, co uważam, że mogę kontrolować. Ostatecznie wszystko dzieje się wyłącznie dzięki jego woli i łasce. On otwiera drzwi, przysyła ludzi i podtrzymuje to, co wymaga podtrzymania.

Przedsiębiorczość wiele uczy mnie o wierze. Często nie mam żadnych gwarancji, tylko kolejny krok. Być może właśnie tego oczekuje od nas także duchowość - abyśmy z ufnością stawiali kolejny krok.

Przez ostatnie kilka miesięcy prowadziłam warsztaty namasmarany w całej Brazylii. Namasmarana to praktyka, której nauczyłam się od byłego ucznia instytucji edukacyjnych Swamiego, dr. Sandżaja Mahalingama, polegająca na recytowaniu mantry "Om Sri Sai Parabrahmane Namaha" w rytmie oddechu. Dr Mahalingam wspomniał, że po 90 dniach zajdzie jakaś transformacja. Zaczęłam praktykę pod koniec lutego i po 3 miesiącach coś głęboko się we mnie zmieniło. Nie było to intelektualne zrozumienie; raczej wypełniła mnie miłość i przeżyłam głębokie doświadczenie na poziomie serca.

Po raz pierwszy zaczęłam rozumieć, co znaczy kochać wszystkich i wszystkim służyć - odczuwać, że nie ma realnego podziału między ludźmi i że każda twarz jest odbiciem Boga.

Wtedy poczułam wezwanie, aby napisać ten artykuł i jak najwięcej podróżować po Brazylii, żeby dzielić się tą praktyką.

Na początku mój umysł stawiał opór. Gdy podano terminy spotkań regionalnych, znalazłam się na zawodowym rozdrożu, ponieważ udział w nich wydawał się niemożliwy. Brak czasu. Brak środków. Brak możliwości organizacyjnych. Lecz wezwanie w moim sercu było silne, więc poprosiłam Swamiego o znak. Wkrótce wsiadłam do Ubera. Okazało się, że kierowca pochodzi z regionu, w którym miało odbyć się pierwsze spotkanie. Dla mnie był to wyraźny znak. Gdy tylko postanowiłam tam pojechać, zaczęły się pojawiać środki - pomoc finansowa, wielbiciele otwierający swoje domy i wsparcie płynące od tysięcy rąk. Każda pomocna dłoń wydawała się mi dłonią Swamiego.

Przypomniałam sobie historię Śri Paramahansy Joganandy, któremu brat rzucił wyzwanie - wyruszyć w podróż do nieznanego miasta bez pieniędzy i bez biletu powrotnego - tylko po to, aby sprawdzić, czy faktycznie ufa Boskiej Matce. Historia ta pokazuje, jak otrzymał opiekę, pożywienie i pomoc w powrocie do domu. Coś podobnego działo się także w moim życiu. Gdy postanowiłam zaufać Swamiemu, od razu przyszła pomoc.

Wiele osób twierdzi, że nie ma czasu służyć, ponieważ jest tyle do zrobienia. Doskonale to rozumiem; wszyscy mamy obowiązki. Jednak zachęcam was do refleksji: zobaczcie, ile czasu spędzacie przed ekranem. Ile godzin dziennie spędzamy na przeglądaniu treści? Czy faktycznie nie mamy czasu dla Boga, czy też zwyczajnie nie podjęliśmy starań, aby Bóg stał się naszym priorytetem?

Służba nie oznacza porzucenia naszych obowiązków. Służba wymaga przechodzenia do wyższego poziomu i uświęcania naszego sposobu życia - wnoszenia miłości do codzienności, obecności w naszych działaniach oraz czystości w naszych intencjach. Swami przypomina nam, że młodość to cenny etap: "Zawsze i wszędzie podejmujcie służbę z czystym sercem. Ręce w społeczeństwie, a głowa w lesie".

Dzisiaj mam świadomość, że moje życie zawodowe i podróże, moja służba i praktyka duchowa nie są od siebie oddzielone. Moja własna działalność zapewnia mi byt materialny, ale służba karmi moją duszę. Gdy te dwa skrzydła są ze sobą w harmonii, życie przestaje być wyścigiem o wyniki i staje się ofiarą dla niego.

"Ręce w społeczeństwie, a głowa w lesie". Być w świecie, ale nie być zniewolonym przez świat. Pracować, opiekować się, opłacać rachunki i rozwiązywać problemy, a jednocześnie nieustannie kierować umysł ku Bogu.

Gdy zastanawiam się nad tymi doświadczeniami, mogę powiedzieć tylko: "Jakże jestem szczęśliwa!". Jestem szczęśliwa nie dlatego, że wszystko jest rozwiązane, nie dlatego, że nie ma wyzwań, ale dlatego, że powoli zaznaję radości płynącej z ufności, służenia i uświadamiania sobie, że kiedy robimy jeden szczery krok w stronę Boga, wtedy Bóg robi wiele kroków w naszą stronę.

"Ścieżka Serca" to nie tylko podróż przez Brazylię. To podróż do wnętrza siebie - puszczenie kalkulującego umysłu i otwarcie się na serce, które ufa. Wielkim odkryciem w tym czasie jest to, że kiedy wykonujemy Jego pracę, wtedy On naprawdę wykonuje naszą pracę, ponieważ wreszcie nie ma między nami rozdzielenia. Szczęście to zjednoczenie z Bogiem.

Natalia Uehara z Brazylii

(dk)

Źródło: Sathya Sai - The Eternal Companion, vol. 5, issue 9, September 2026
www.sathyasai.org/sites/default/files/pages/eternal-companion/vol-5/issue-9/eternal-companion-vol-5-issue-09.pdf
13.09.2026

**Pobierz tekst do druku





Copyright © 2001-2026 Stowarzyszenie Sathya Sai