Sai - prawdziwie transformujący
Moja czcigodna prababcia ze strony matki była pobożną, skromną i prostą kobietą. Mieszkała w jednym ze starożytnych, świętych miast na ziemi - Benaresie (inna nazwa: Kaśi lub Waranasi). Mówi się, że Benares ma na ludzi duchowy wpływ. Prawdopodobnie tak jest, ponieważ w latach 60. moja prababcia nie miała pojęcia, że wkrótce jej los ukształtuje sam stwórca Benaresu!
Rak usunięty
U męża mojej prababci (mojego pradziadka) zdiagnozowano raka. Oczywiście w domu zapanowała rozpacz. Jej dzieci dowiedziały się, że na południu Indii żyje człowiek, który nazywa się Bhagawan Śri Sathya Sai Baba i który posiada wielką duchową moc. Jego siedzibą jest wioska Puttaparthi.
Moja babcia wyruszyła w podróż razem z dziećmi. Na darszanie Pan podszedł do niej, złapał ją za rękę i powiedział w języku hindi: "Chodź, Matko". Trzymając ją za rękę, zaprowadził ją do pokoju interview. Gdy Pan usiadł na krześle (my, czytelnicy, wszyscy z niecierpliwością czekamy na to, co się wydarzyło, prawda?), zapytał w języku hindi: "Gdzie podział się rak?". Ach! Tak, słyszeliśmy, jak mówił: "Rak usunięty". Jego łaska, jego moc, jego majestat - on nawet tak nie powiedział. Zwyczajnie zapytał. Mędrcy mówią: "Słowo Pana wystarczy". Z całym szacunkiem pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Swami nie musi tego nawet mówić! "Wystarczy, że Pan zadaje pytanie" - to jest bardziej prawdziwe. Nie trzeba dodawać, że po powrocie do domu rak zdiagnozowany u mojego pradziadka zniknął!
Wszechobecność Sai
Moja mama miała wtedy 7 lat. Opowiadała, jak babcia wpadała w trans, śpiewając bhadżany poświęcone Wittali, których nauczyła się w Puttaparthi. Babcia mówiła: "Patrzcie! Sai przyszedł!". Na podłodze pojawiały się ślady stóp z wibhuti, a powietrze wypełniał zapach jaśminu.
W ten sposób Swami poruszył serce mojej matki. Członkowie mojej rodziny zapomnieli o wszystkich innych bogach i awatarach. Ich ciała, serca i dusze były zarezerwowane wyłącznie dla jednego - Bhagawana Śri Sathya Sai Baby, który obdarzył ich tak wielką radością!
Jednak jeśli chodzi o moją wiarę w Sai, zdaję sobie sprawę, że nie opierała się ona wyłącznie na wierze w rodzinie. Chociaż od najmłodszych lat słyszałem opowieści o Swamim, to moje pierwsze spotkanie z nim miało bezpośredni charakter.
Zdjęcie, które mnie zobaczyło
Na początku lat 90. mieszkaliśmy w Ranczi. Miałem wtedy 3 latka. Byłem niegrzecznym dzieckiem i tego dnia robiłem rozgardiasz. Byłem sam. Przewracałem prześcieradła i materace.
Nagle przewróciłem materac i zobaczyłem zdjęcie. Spojrzałem na to zdjęcie, ale najdziwniejsze było to, że zdjęcie również mnie zobaczyło. Na tym zdjęciu zahipnotyzowały mnie kręcone włosy, promienna twarz i piękne oczy Swamiego. Nasze spojrzenia spotkały się i w przebłysku świadomości, bez cienia wątpliwości, zrodziła się we mnie myśl, która bez wysiłku zapadła mi w pamięć na całe życie: "To jest Bóg".
Gdy patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, jakie miałem szczęście. Swami przedstawił się mi bezpośrednio. Nie przez moją matkę, nie przez mojego ojca ani przez żadnego innego człowieka, tylko bezpośrednio we własnej osobie.
To zdjęcie przemówiło do dziecka. To spojrzenie zmieniło moje życie. Gdy następnego dnia mama złapała mnie na gorącym uczynku na psotach, usłyszałem, jak mówię: "Mamo, przysięgam, że tego nie zrobiłem. Przysięgam na imię tego Boga, którego zdjęcie leży pod materacem". Na początku moja mama była lekko zdezorientowana, ale wkrótce wszystko stało się jasne. Powiedziała: "Och, to nasz Sai Baba".
W ten sposób moja mama zapoznała mnie z imieniem Swamiego. Imię Pana ma ogromną moc, dlatego zaleca się praktykowanie namasmarany. Jednak w moim przypadku najpierw pojawiła się postać, a dopiero później imię. Dlatego zawsze bardziej przyciągała mnie jego postać (rupasmarana).
Spojrzenie, które pojawiło się w domu
Życie toczyło się dalej. Dorastałem, studiowałem, pracowałem, podróżowałem i prowadziłem zwyczajne życie. Swami był fizycznie obecny na świecie przez większą część mojego dzieciństwa i młodości, ale przed 2011 rokiem nie miałem okazji zobaczyć go osobiście. O dziwo, nie żałuję tego, ponieważ to Swami przyszedł do mojego domu, aby mnie zobaczyć! Stało się to w sierpniu 2018 roku w Bengaluru.
Wróciłem do domu po rodzinnym obiedzie w pobliskiej restauracji. Położyłem materac na podłodze, ponieważ moje łóżko zajmował gość. Zmęczony i wyczerpany zasnąłem. Po 20 minutach otworzyłem oczy, budząc się ze snu. Przed moimi drzwiami stanął Pan! Zrobił dwa kroki do przodu, skręcił w lewo i szedł do mnie. Nie, właściwie to nie szedł - raczej sunął. Pomyślałem sobie: "Cóż za piękny chód".
Swami miał boski, majestatyczny wyraz twarzy. Delikatnie sunął w moim kierunku. Byłem pełen podziwu i nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa. Doświadczyłem tego, co wielki mistrz śiwaizmu z Kaszmiru, Abhinawgupta, nazywa "Adbhut". (Nie ma angielskiego odpowiednika tego słowa. Najbliższe znaczenie to "bosko cudowne" lub "bosko zadziwiające").
Zwykle takie zdarzenie wywołałoby u mnie przerażenie - powiedzmy, gdybym zobaczył swoją dawno zmarłą babcię, ale to było coś innego - oniemiałem z wrażenia.
Widziałem, jak Swami pięknie sunął do krawędzi mojego materaca. Podszedł do mnie, a ja spojrzałem prosto w górę i wpatrywałem się w jego łagodną twarz matki. Później Swami się pochylił, tak jakby chciał, abym przyjrzał się mu z bliska i się uśmiechnął.
Ach! Ten uśmiech! Cóż mogę powiedzieć? Był to uśmiech matczyny, ale boski, prosty, ale głęboki, łagodny, ale przenikliwy. Nasze spojrzenia się spotkały. Nie ma sensu, abym próbował opisać stan mojego umysłu. Czułem się bezpieczny, pewny siebie, spokojny i szczęśliwy. Taki był mój stan. Swami patrzył na mnie, a ja patrzyłem na niego. W języku hindi mówimy: "To spojrzenie było bardzo wymowne".
To spojrzenie zmieniło moje życie. Nie widziałem Swamiego przed 2011 rokiem, gdy był na pozór widoczny, ale moim największym osiągnięciem w życiu zawsze będzie to że: "Nie poszedłem zobaczyć Boga. On przyszedł do mojego domu, aby mnie zobaczyć". Czyż nie jest to wielkie szczęście?
Sai w moich snach
Nigdy nie żałowałem, że nie zobaczyłem Swamiego, zanim opuścił ciało w 2011 roku. On udziela mi darszanu w snach. Chciałbym opowiedzieć o jednym sugestywnym śnie.
Zobaczyłem różowy peron kolejowy. Mój pociąg właśnie się zatrzymał. Wysiadłem. Świeciło słońce. Byłem sam. Zobaczyłem bujnie zielone wzgórza. Nazwałem to "szaloną zielenią" - zielenią, której nie da się z niczym porównać ani opisać. Na wprost jednego ze wzgórz rozciągało się jezioro. Widziałem najpiękniejsze odbicie wzgórza porośniętego drzewami w spokojnej tafli jeziora. To Szwajcaria na sterydach! Nie da się tego opisać słowami.
(Nawiasem mówiąc, po tym śnie moje pragnienie podróżowania zostało zaspokojone. Jak mogę znaleźć takie miejsce na ziemi?)
W następnej scenie tego snu znajduję się w małym hotelu. Podchodzi do mnie kobieta i wykrzykuje: "Baba przyjeżdża na darszan, szybko, szybko!". Co za emocje! I wtedy widzę Swamiego. Taki boski. Taki piękny!
Ten sen był więcej niż rzeczywisty. To podekscytowanie, ten pośpiech, to oczekiwanie, ta miłość.
Gdy później odwiedziłem Puttaparthi, zobaczyłem, że rzeczywiście jest tam różowa stacja kolejowa. Są tam bujnie zielone wzgórza i duże jezioro u ich podnóża! Jak mawiał pewien wielbiciel w swoich wystąpieniach: "Darszan Sai w snach to najprawdziwsza prawda". Swami również o tym mówił w swoich dyskursach.
Swami prowadzi nas w naszych snach. Dlatego gdy tęsknię za Swamim, drażnię się z nim: "Babo, już długo nie pojawiałeś się w moich snach". Swami szybko spełnia moją prośbę.
Subtelne sposoby ujawniania obecności
Pewnego dnia w 2022 roku pojechałem do Brindawanu, aszramu Swamiego w Whitefield. Siedziałem w Sai Ramesh Hall. Nagle do mojego umysłu napłynęły myśli o mojej prababci. Podziękowałem jej za to, że zapoznała nas wszystkich z Panem.
Gdy wyszedłem z aszramu, na zewnątrz zobaczyłem imię mojej prababci, Triweni, napisane na wielu billboardach. Zbieg okoliczności? Być może. Ale dla mnie było to potwierdzenie od Swamiego. On widzi wszystko, on wie wszystko i on odpowiada, tak jak nikt inny. Nikt inny to znaczy nikt inny - ani Rama, ani Kriszna - tylko mój Pan - Baba.
Anioły na jego dworze
W tym samym 2022 roku odwiedziłem Puttaparthi i poszedłem do Sai Kulwant Hall na poranne bhadżany. Coś zaczęło się we mnie zmieniać. Ogarnęły mnie emocje. Teraz zdarza mi się to niemal za każdym razem, gdy odwiedzam Prasanthi Nilayam, więc nie sądziłem, że jest to coś niezwykłego.
Gdy zaczęły się bhadżany, odczułem obecność aniołów. Wyczuwałem kilka aniołów. W rzeczywistości dwoje z nich unosiło się w powietrzu. Wydawało się, że są stworzone z ognia - promieniste. Śpiewały razem z grupą bhadżanową. Co ciekawe, śpiewały również inną pieśń, którą mogłem usłyszeć. Słyszałem ją bardzo subtelnie, ale jednak słyszałem.
Ogarnęła mnie euforia. Stałem się niezwykle szczęśliwy. Słuchałem ich muzyki, ale zupełnie nie mogłem uchwycić melodii. Później słowa stały się bardzo wyraźne: "Baba tera lakh lakh shukar hai tera (Babo, dziękuję Ci milion razy z całego serca)".
Anioły śpiewały qawwali. Jednak nie mam słuchu muzycznego. Przez całe studia słuchałem wyłącznie heavy metalu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o qawwali. Teraz melodia stopniowo do mnie dotarła razem ze słowami. Zawierała kilka pięknych arabskich słów. Czasami nucę ją sobie pod nosem jak modlitwę.
Z perspektywy czasu zrozumiałem, że z naukowego punktu widzenia bardzo interesowało mnie to, w jaki sposób kompozytorzy otrzymują bhadżan od Baby. Teraz już wiem! Pan obdarzył mnie bezpośrednim doświadczeniem tylko po to, by zaspokoić moją ciekawość.
Transformujący
Największym cudem Swamiego, którego codziennie doświadczam, jest transformacja, jaką we mnie przeprowadza, i oddanie, jakie budzi w moim sercu. On obdarza mnie siłą. Równoważy moją osobowość.
Jeśli jestem skłonny do konfrontacji, Swami mnie uspokaja. Jeśli unikam konfrontacji, Swami uczy mnie, jak walczyć. Swami nauczył mnie, że musimy ćwiczyć nasze umysły, aby w niego wierzyć. Zmienia mój lęk w oddanie, szacunek i miłość.
Przed 2018 rokiem byłem materialistycznym, mięsożernym alkoholikiem, ale pełna współczucia cierpliwość Pana przetransformowała mnie. On jest prawdziwym Patita Pawan - Panem upadłych.
Swami jest Panem Łazarza - przyszedł, aby przeprowadzić nas z głębokiej, ciemnej doliny do królestwa piękna. Nie miałem poczucia winy z powodu przeszłości, ponieważ Swami wziął na siebie naszą ciemność i obdarzył mnie swoim światłem. Patrząc wstecz, jest to chyba najprostszy sposób, w jaki mogę go opisać.
On jest Transformującym.
Swarnim Narajan z Indii
* * * * *
Swarnim Narajan pochodzi z Indii i jest wieloletnim wielbicielem Bhagawana Śri Sathya Sai Baby. Urodził się w rodzinie Sai i jest wolontariuszem MOSS. Jest inżynierem informatykiem i absolwentem fizyki specjalizującym się w inżynierii oprogramowania i analizie danych. Założył małą firmę w branży AI (sztucznej inteligencji), w Bengaluru, w Indiach.
(dk)
Źródło: Sathya Sai - The Eternal Companion, vol. 5, issue 8, August 2026
www.sathyasai.org/sites/default/files/pages/eternal-companion/vol-5/issue-8/eternal-companion-vol-5-issue-08.pdf
14.08.2026
**Pobierz tekst do druku