Transformacja samego siebie:
prawdziwy cud w Boże Narodzenie
Swami przyjmuje wiele ról w życiu ludzi - matki, ojca, przyjaciela, guru i Boga. Dla mnie Swami zawsze był najlepszym przyjacielem. Po raz pierwszy otrzymałem jego darszan, gdy miałem 12 lat. Wiele lat później, w roku 2010, miałem kolejną okazję, aby go spotkać, ale tym razem w grupie młodych dorosłych.
W roku 2010 miałem bardzo realistyczny sen ze Swamim. W tym śnie Swami pomachał ręką i powiedział do mnie: "Przyjedź do Prasanthi". Obudziłem się zdezorientowany, zastanawiałem się, co mam zrobić. Byłem studentem i nie miałem pieniędzy, aby szybko polecieć do Indii, więc przestałem myśleć o tym śnie. Kilka tygodni później, w piękny listopadowy dzień, mama zapytała mnie, czy chciałbym wybrać się do Puttaparthi na Boże Narodzenie. Bez wahania odpowiedziałem: "Tak!". Zarezerwowała bilety i polecieliśmy do Indii. I tak oto w grudniu 2010 roku ten mały chłopiec z Malezji znalazł się w Prasanthi Nilayam zgodnie z wolą Swamiego.
Miałem 18 lat, właśnie zaczynałem studia i tak jak większość nastolatków, nie miałem pewności, co zrobić ze swoim życiem. Lecz gdy tylko wszedłem do aszramu, poczułem głębokie poczucie przynależności. Wkrótce zacząłem uczestniczyć w próbach Międzynarodowego Chóru Bożonarodzeniowego, które trwały już od jakiegoś czasu. Przed podróżą do Indii nawet nie wiedziałem o istnieniu chóru, a jednak dołączenie do niego okazało się jedną z najlepszych decyzji w moim życiu.
Miesiąc spędzony w Prasanthi Nilayam był najpiękniejszym czasem w moim życiu, doświadczeniem, które wciąż głęboko sobie cenię. Atmosfera była spokojna, pogodna i ponadczasowa. Przez większość dni budziłem się i nawet nie wiedziałem, jaki jest dzień! Prawie codziennie miałem szczęście widzieć Swamiego jak wychodzi na darszan. Wreszcie mogłem go zobaczyć na własne oczy, a nie tylko w snach.
Jako członkowie międzynarodowego chóru każdego dnia przez niemal trzy tygodnie mieliśmy intensywne próby. W Wigilię Bożego Narodzenia nasz chór miał zaszczyt zaśpiewać dla Swamiego. Tego wieczoru siedziałem bardzo blisko Swamiego, tuż za muzykami. Codziennie uczestniczyłem w darszanie, ale nigdy wcześniej nie siedziałem tak blisko Swamiego. Moje serce szybko biło z radości.
Swami przyjechał samochodem, usiadł na werandzie i zaczęliśmy śpiewać. Gdy zaczęła się pierwsza inwokacja do Pana Ganeszy, poczułem gęsią skórkę na całym ciele. Spojrzałem na Swamiego. Wydawało się, że z jego oczu prosto do moich oczu płynie promień jasnego światła. Wtedy wiedziałem, że przebywam w obecności samego Boga. Światło z jego oczu przeniknęło moje ciało, mój umysł i moją duszę. Byłem w stanie nieopisanej błogości - czystej ekstazy! Gdy kontynuowaliśmy śpiewanie, uczucie to tylko się nasiliło. Czułem się, jakbym unosił się w chmurach, całkowicie zanurzony w niebiańskiej energii płynącej od Swamiego.
Kiedy chór skończył śpiewać, kilka starszych osób - wujkowie i ciocie, głównie z krajów zachodnich - otrzymało błogosławieństwo ofiarowania arati. Następnie studenci Swamiego zaczęli śpiewać bhadżany. Po zakończeniu bhadżanów wciąż wpatrywałem się w Swamiego w całkowitym skupieniu. Ku naszej wielkiej radości Swami zszedł z werandy i zrobił sobie zdjęcie z nami wszystkimi! Jedna z ciotek krzyknęła: "Kochamy Cię, Swami!", a on się uśmiechnął. Swami stanął wśród chórzystów do zdjęcia grupowego. Podszedłem tak blisko, jak tylko mogłem. Stanąłem zaledwie kilka metrów od niego, spojrzałem w dół i zobaczyłem jego piękną koronę włosów afro. Pomyślałem sobie: "Jakże jestem błogosławiony!". Swami pobłogosławił zestaw naszyjników, które rozdano nam po koncercie chóru.
Ta chwila na zawsze pozostanie w moim sercu. Pamiętam, jak pomyślałem: "Jaką niesamowitą energią promieniuje Swami! On nie jest zwykłą istotą - on jest Bogiem. Z pewnością jest Bogiem". Z ciekawości zapytałem innych chórzystów, czy widzieli to samo światło, które promieniowało z oczu Swamiego. Nie widzieli. Zapytałem ich ponownie, ale nadal odpowiadali, że nie widzieli żadnego światła. Wtedy uświadomiłem sobie, że Swami podarował mi osobisty kontakt ze sobą, podarował mi coś, co było przeznaczone tylko dla mnie. Byłem do głębi poruszony. Swami objawił swoją prawdziwą moc i miłość w sposób, który trudno opisać słowami. Byłem zatopiony w boskiej ekstazie.
W tym momencie naprawdę rozpoczęła się moja duchowa podróż z Babą. Dwa dni przed wyjazdem z Prasanthi Nilayam odwiedziłem księgarnię w aszramie, kupiłem tam tyle książek, ile tylko mogłem, wydrukowałem nasze zdjęcie grupowe i wróciłem do domu w Malezji z pełnym sercem i z przebudzoną duszą.
Nauki i miłość Swamiego zmieniły moje życie
Po powrocie do Malezji, coś się we mnie zmieniło. Postanowiłem przestać oglądać telewizję i zacząłem czytać książki o Sai, które kupiłem w Indiach. Pierwszą z nich była Tapowanam. Na uniwersytecie i w czasie podróży pociągiem spędzałem wolny czas na czytaniu o Swamim lub intonowaniu mantry Gajatri przez wiele godzin. Stopniowo wycofałem się z doczesnych rozrywek i skoncentrowałem się na swoim wnętrzu. Nauki i miłość Swamiego całkowicie zmieniły moje życie. Zacząłem regularnie odwiedzać ośrodek Sai, aby uczestniczyć w bhadżanach, bardziej koncentrowałem się na samodociekaniu i medytacji niż na zewnętrznych przyjemnościach. Powoli zrozumiałem, że Swami zawsze był ze mną jako mój nieodłączny towarzysz i najlepszy przyjaciel.
Jak dzisiaj pozostaję w kontakcie ze Swamim
Dzisiaj Swami pozostaje w centrum mojego codziennego życia. Moje poranki zaczynam od modlitwy i mantry Gajatri, a następnie słucham bhadżanów w Internecie. W pracy wykonuję swoje obowiązki z oddaniem, na przerwach oglądam wykłady lub filmy wideo z Sai. Uczestniczę również w satsangach Online, kiedy tylko mam taką możliwość i zawsze uczę się czegoś nowego. Wczesnym rankiem, około godziny 4.00, siadam do medytacji lub po prostu siedzę w ciszy, jeśli mój umysł nie jest spokojny. Wieczorem, przed snem, dziękuję Swamiemu za wszystko, co mi dał i za wszystko, co przyniesie przyszłość. Weekendy są wyjątkowe, ponieważ mogę uczestniczyć w bhadżanach w ośrodku Sai i śpiewać dla niego.
Najważniejsze jest to, że rozmawiam ze Swamim każdego dnia, czasami śpiewam do jego zdjęcia rano, czasami w czasie jazdy samochodem, a nawet przypadkiem w ciągu dnia. Ta ciągła rozmowa sprawia, że jestem blisko niego. Zgodnie ze słowami Swamiego - on cały czas pokazuje swoją obecność w moim życiu, zawsze i wszędzie, jak mówi w swoim boskim dyskursie z 21 listopada 1999 roku: "Jestem z tobą, w tobie, wokół ciebie i za tobą".
Tinesz Mathialagan z Malezji
(dk)
Źródło: Sathya Sai - The Eternal Companion, vol. 4, issue 12, December 2025
www.sathyasai.org/sites/default/files/pages/eternal-companion/vol-4/issue-12/eternal-companion-vol-4-issue-12.pdf
21.12.2025
**Pobierz tekst do druku