STRONA GŁÓWNA | SATHYA SAI BABA | NAUKI | ORGANIZACJA | PUBLIKACJE | AKTUALNOŚCI | MYŚL DNIA | GALERIA | JEDZIEMY DO SAI | KONTAKT Z NAMI | MULTIMEDIA | DYSKURSY MP3 | LINKI | MAPA SERWISU | SKLEP









:: Wieści z Prasanthi Nilajam

powrót do Wieści z Prasanthi Nilajam




Tak... i to, co stało się później


Był kwiecień 2025 roku, trzeci dzień misji medycznej MOSS w Antananarywie na Madagaskarze. Miasto tętni życiem, ale jest spowite cieniem nierówności. Jego ulice są ruchliwe i zatłoczone. Jednak pod tą energią zobaczyłam słaby system opieki zdrowotnej, do której dostęp był nierówny, zdrowie psychiczne pomijane, a przetrwanie często ważniejsze niż opieka medyczna.

Większość pacjentów, których widziałyśmy, to dorośli żyjący z przewlekłymi chorobami, często niezdiagnozowani lub nieleczeni z powodu ograniczonych finansów, wysokich kosztów leków i głębszych społecznych uwarunkowań zdrowotnych. Była to dla mnie znana perspektywa, którą widziałam na całym świecie, także w mojej klinice, w południowej części Chicago - społeczność bogatą w kulturę i żywiołową, ale od dawna ukształtowaną przez brak inwestycji, strukturalny rasizm i znaczące nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej.

Noro, moja tłumaczka, co wydawało się zgodne z boskim planem, biegle władała językiem francuskim, angielskim i malgaskim. Była czymś więcej niż tylko pomostem językowym, a w ciągu tych kilku dni, w których pracowałyśmy razem, stała się moim emocjonalnym kompasem, sprowadzając mnie na ziemię wtedy, gdy język nie mógł udźwignąć ciężaru tego, czego byłyśmy świadkami. Noro, przyszła psycholog, wnosiła niespotykaną wrażliwość w każde spotkanie.

Wielu pacjentów wyglądało na zdziwionych, gdy pytałyśmy ich o dom lub o środowisko pracy, o to, co cenią w sobie lub co sprawia im radość. Być może nie pasowało to do idei tego, czym powinna być wizyta lekarska ani nie rezonowało z tym, do jakich pytań byli przyzwyczajeni.

Lecz dla nas pytania te były cichym zaproszeniem - otwarciem na historie ukryte za objawami. To, co się ujawniało, często uwidaczniało ból znacznie głębszy niż fizyczny: obciążenia emocjonalne, napięcie psychiczne, ciężar walki o przetrwanie. W takich chwilach medycyna stawała się rozmową - i być może uzdrawianie zaczynało się po prostu od wysłuchania pacjenta.

Gdy klinika opustoszała w porze lunchu, pewna dziewczyna wbiegła do środka i szybko usiadła na pustym krześle przed nami, trzymając w ręce kartę rejestracyjną, na której widniał napis: "Ból brzucha".

— Ma tylko szesnaście lat — zauważyła Noro. Zawahałam się przez chwilę; technicznie rzecz biorąc, nie znajdowała się w moim obszarze konsultacji, ponieważ byłam konsultantką osób dorosłych. Jednak w jej błagalnym spojrzeniu było coś, co spowodowało, że powiedziałam 'tak'. Noro przytaknęła. Zajęłyśmy się nią.

Objawy tej nastolatki, ból w nadbrzuszu, były znajome. Jednak u tak młodej osoby wydawały się nie na miejscu. Jej historia była wiarygodna, ale coś w niej nie pasowało. Opanował nas cichy niepokój. W końcu przełamałam własne uprzedzenia i poprosiłam Noro, aby zadała jej trudne pytanie:

— Czy ona pije?

— Tak — odpowiedziała dziewczyna.

Nawet Noro wyglądała na zaskoczoną.

— Pije codziennie od dziesiątego roku życia — oznajmiła mi Noro.

Dziewczyna powiedziała to bez wahania, bez cienia wstydu. Stwierdziła fakt. Alkohol był od dawna częścią jej środowiska, biorąc pod uwagę to, że regularnie spożywali go rodzice dziewczyny. Wyjaśniła, że gdy jej ból się nasilał, wtedy coraz częściej sięgała po alkohol, aby znieczulić dyskomfort. Tylko to potrafiła zrobić.

Noro z subtelnym wdziękiem zajęła się sprawą. Nie występowała w swojej roli w tej klinice, ale jako młoda kobieta rozumiała, co to znaczy być bezbronnym i niedostrzeganym. Wiedziałyśmy, że nie możemy zakończyć tej wizyty wypisaniem recepty i udzieleniem porady. Spojrzałyśmy na siebie i podzieliłyśmy się niewypowiedzianym "tak". W moim umyśle rozbrzmiewała echem myśl z naszego kółka studyjnego na temat Gity Wahini: "Gdy przyczyna jest znana, rozwiązanie jest proste".

Nastolatka wywołała w nas poruszenie. Widziałyśmy w niej młodszą wersję nas samych, która dźwigała zbyt wiele, ale wciąż miała nadzieję. Musiała opuścić szkołę po czwartej klasie, nie z powodu braku zainteresowania, ale dlatego, że jej rodziny nie było stać na czesne. Edukacja, tak jak opieka zdrowotna, wydawała się bardziej przywilejem niż prawem.

Wieloletnia praktyka w zaniedbanych środowiskach powoli zmieniła moje postrzeganie własnej praktyki lekarskiej. Moja rola wykracza poza diagnozowanie i przepisywanie leków i często obejmuje wsparcie dla złożonych, podzielonych systemów oraz konfrontację z czynnikami społecznymi kształtującymi zdrowie. W tym momencie przypomniałam sobie, że moim zadaniem jest pomóc tej dziewczynie, aby pokonała swoje ograniczenia. Nie tylko szybko zaoferować jej opiekę medyczną, lecz także dać nadzieję na możliwość zmiany, na przyszłość zakorzenioną w godności i nadziei.

Nagle w tej świadomej refleksji pojawiła się odpowiedź na pytanie "jak?". Zapytałam tę dziewczynę:

— Gdybyś miała taką możliwość, czy chciałabyś wrócić do szkoły?

— Tak — odpowiedziała bez wahania.

Kolejne "tak" - ciche i pełne nadziei.

— Kim chciałabyś zostać? — zapytałam.

— Lekarką — odparła.

— Dlaczego? — zapytałam.

— Abym mogła opiekować się rodzicami i dziećmi takimi jak ja.

Żadnego użalania się nad sobą. Tylko spokojne postanowienie.

Zaledwie trzy dni przed tym spotkaniem widziałyśmy, jak działa szkoła Sathya Sai na Madagaskarze, która zapewnia dzieciom bezpłatną, holistyczną edukację opartą na wartościach. Pobiegłam poszukać ciocię Mirę, promienną siłę w społeczności Sai, która razem z rodziną i wolontariuszami zarządza szkołą Sathya Sai w Tana. Bez wahania poprosiłam ją o pomoc w sprawdzeniu, czy ta dziewczyna mogłaby zapisać się do jej szkoły. Ciocia Mira uśmiechnęła się z błyskiem w oku. "Zobaczmy, co da się zrobić". W ten sposób powiedziała "tak".

Później ciocia Mira spotkała się z Noro i z tą dziewczyną. Rozmawiały spokojnie po francusku i malgasku, aby się poznać, tak jak poznają się kobiety z różnych pokoleń, z serdecznością, z ciekawością i z ostrożnym zaufaniem. Po chwili ciocia Mira pochyliła się do przodu z oczami pełnymi współczucia i zapytała: — Czy chciałabyś uczyć się w naszej szkole? Dziewczyna uśmiechnęła się; był to nieśmiały, promienny i nieoczekiwany uśmiech. Twarz, która wyglądała na przygnębioną, nagle zajaśniała blaskiem pełna entuzjazmu. Usłyszałyśmy kolejne "tak". Być może najważniejsze na tych wszystkich spotkaniach!

Wymieniłyśmy uściski, a młoda pacjentka zniknęła nam z oczu. Gdy Noro i ja przeszłyśmy przez to doświadczenie, miałyśmy poczucie, że być może prawdziwa praca polega na mówieniu "tak" wobec nieoczekiwanego otwarcia, tajemniczego przyciągania boskiego celu i dostrajania się do świętego przepływu, który używa nas jako instrumenty boskości.

Miejmy nadzieję, że pewnego dnia usłyszymy, iż dziewczyna wróciła do szkoły i spełniła marzenie, którym się z nami podzieliła. Ta część jej historii pozostaje niezapisana, ale jest pełna możliwości. Jej niepozorna odwaga odzwierciedlała to, czego nie potrafiłyśmy nazwać. Jej wrażliwość wzbudziła coś, co promieniowało światłem i było niezbędne; przypomnienie, że niezłomność może być delikatna, a dzielenie się słabością może stanowić cichą więź między duszami.

To było jak powiew czegoś świętego, co zaprasza nas do pozostania w przepływie; bądź obecny, otwarty i ciekawy, dokąd może to doprowadzić.

W globalnej opiece zdrowotnej historie często kończą się w ten sposób - na krawędzi możliwości. My nie zawsze mamy okazję kontynuować, poznać rezultat i zakończyć. Jednak tego dnia wiele razy padło słowo 'tak' wypowiedziane przez tą dziewczynę, przez nas i przez ciocię Mirę. To proste, mocne słowo. Tak. Nie zawsze chodzi o dawanie, ale o spokojne odbieranie prawdy, emocji i obecności, gdzie zaczyna się prawdziwa zmiana. Zaczyna się ona od słowa 'tak'.

dr Gita Gowindaradżan z USA

* * * * *

Dr Gita Gowindaradżan jest lekarzem-naukowcem i specjalistką w zakresie zdrowia publicznego. Ma wykształcenie w dziedzinie chorób wewnętrznych, fizjologii układu krążenia i zdrowia publicznego. Jest dyrektorką ds. innowacji klinicznych w dużym ośrodku zdrowia w Chicago, gdzie prowadzi działania na rzecz poprawy ochrony zdrowia ludności, które łączą wykorzystanie narzędzi cyfrowych, opiekę integracyjną i równość w dostępie do opieki medycznej dla ubogich społeczności.
Podróż duchowa dr Gity Gowindaradżan (młodej dorosłej) obejmuje przywództwo i służbę w MOSS, łącznie z prowadzeniem bezpłatnej kliniki, dzięki czemu może ona pogłębić swoje rozumienie uzdrawiania i wspólnego celu.

(dk)

Źródło: Sathya Sai - The Eternal Companion, vol. 4, issue 7, July 2025
www.sathyasai.org/sites/default/files/pages/eternal-companion/vol-4/issue-7/eternal-companion-vol-4-issue-07.pdf
12.07.2025

**Pobierz tekst do druku





Copyright © 2001-2026 Stowarzyszenie Sathya Sai